Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty
Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki. - recenzja książki Eleonora i Park Rainbow Rowell

Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki. - recenzja książki Eleonora i Park Rainbow Rowell



Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki.


Pod koniec wakacji miałam bardzo wielką ochotę na czytanie lekkich książek z nutą romansu, które nie wymagałyby od mojego mózgu intensywnej pracy i zastanawiania się nad życiem. Będąc na wyjeździe nie miałam zbyt dużego wyboru w lekturach dlatego kiedy na czytniku znalazłam "Eleonore i Parka" postanowiłam dać jej szansę i zobaczyć czy historia przypadnie mi do gustu. 

"Eleonora i Park" opowiada historię dwójki młodych ludzi, tytułowego Parka i Eleonory, którzy poznają się podczas jazdy szkolnym autobusem. Oboje są indywidualistami, którzy muszą zmierzyć się ze swoimi problemami oraz demonami, które usilnie starają się ukryć przed wzrokiem innych. Czy uda im się potwierdzić powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają czy może wręcz odwrotnie, obalą jego założenie?

Na początku muszę powiedzieć, że książki Rowell nie są wymagające i są idealne na ciepłe dni, albo leżakowanie pod kocem z gorącą czekoladą. Opowieści zawierają w sobie ważne, trudne treści, jednak są to pozycje głównie dla nastolatków dlatego wydaje mi się, że forma w jakiej przekazana jest historia nie będzie wymagająca dla bardziej doświadczonych czytelników. Opowieść o Eleonorze i Parku ma swój klimat. Od początku do końca wciąga nas w świat w stylu retro, co pozwala nam na oderwanie od obecnej rzeczywistości. Akcja jest dość szybka, nie dostaniemy tutaj długich opisów czy uzewnętrznień bohaterów spisanych na kilkaset stron. Książka wprowadza nas w akcję, której punktu kulminacyjnego, niestety dość łatwo możemy się domyślić, nie jest on zaskakujący czy niemożliwy do przewidzenia, jest dość typowy dla książek z gatunku, który reprezentuje. 

Postać Parka była moim zdaniem wykreowana dużo staranniej niż postać Eleonory. Miałam momenty, w których nie potrafiłam zrozumieć zachowania bohaterki, irytowało mnie do tego stopnia, że miałam ochotę mocno nią potrząsnąć, żeby wreszcie wzięła się w garść i zrobiła cokolwiek ze swoim życiem. Czasem miałam wrażenie jakby jej świat odbiegał od świata innych bohaterów, a jej światopogląd był dość mocno wypaczony. Postać Parka jest dość neutralna. Jego zachowanie dużo łatwiej zrozumieć i wytłumaczyć, kieruje się prostymi zasadami oraz logiką, przez co może reprezentować większość młodych ludzi. Warto zwrócić uwagę, że autorka tworząc kreacje bohaterów dużą wagę postawiła na ich inność. Każde z nich jest na swój sposób różne, odbiega od normy, ale mimo to, jest podobne do nastolatka - czytelnika. Dzięki temu jest on w stanie lepiej zrozumieć przedstawioną historię i odnieść ją do samego siebie. 

Dużym minusem powieści jest jej zakończenie. Nie chciałabym tu spoilerować, ale osoby które czytały książkę proszę o komentarz, czy was też tak zirytował zabieg jakiego dokonała autorka? Ja jestem osobą, która nienawidzi zakończeń otwartych i krew mnie zalewa kiedy kolejny raz czytam książkę która pozostawia historię zupełnie otwartą i niedokończoną! Mimo to, książka porusza ważny temat odmienności, akceptacji samego siebie, szukania własnego "ja" wśród tysiąca innych. Ważny jest również motyw rodziny, jej braku i poczucia przynależności do kogoś kto całkowicie nas wyniszcza. 

Podsumowując książka nie była zła, ale również nie jest to pozycja do której chciałabym kiedyś wrócić. Wydaje mi się, że młodsze nastolatki lepiej odnajdą się w tej historii ponieważ to głównie do nich kierowane są słowa autorki. Historia potrafi chwycić za serce i pozwala uśmiechnąć się myśląc o tym, że gdzieś na świecie jest osoba, która mimo różnic potrafi nas idealnie dopełnić. 

Tytuł: "Eleonora i Park"
Autor: Rainbow Rowell
Ilość stron: 340 
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: literatura młodzieżowa 
Ocena: 6/10 
Musisz dostrzec cuda, żeby się działy cuda.- recenzja książki Oddam ci słońce Jandy Nelson

Musisz dostrzec cuda, żeby się działy cuda.- recenzja książki Oddam ci słońce Jandy Nelson



Musisz dostrzec cuda, żeby się działy cuda.


O książce Jandy Nelson słyszałam bardzo dużo dobrego i byłam niesamowicie ciekawa co tak wspaniałego mogła przygotować nam autorka książek dla młodzieży. Zaczynając lekturę nie byłam pewna czy będę w grupie zwolenników tej pozycji czy może zasilę grono osób, którym "Oddam ci słońce" nie przypadło do gustu. Jednak z upływem stron coraz bardziej pochłaniała mnie historia dwójki bliźniaków, która nie jest wcale tak prosta jak na pierwszy rzut oka się nam wydaje.

"Oddam ci słońce" opowiada historię dwójki rodzeństwa Jude i Noah, która opowiedziana jest z dwóch perspektyw. Narratorem wydarzeń z przeszłości jest Noah, młody artysta, nieradzący sobie ze swoimi uczuciami, światem i prawdą o samym sobie. Teraźniejszość ukazana jest z perspektywy jego siostry, która zmaga się z pytaniem kim tak naprawdę jest i dlaczego nagle straciła wszystko to, co najbardziej kochała. 

Historia bliźniaków to opowieść, która od samego początku wciąga czytelnika. Problemy jakie napotykają na swojej drodze mogą spotkać każdego z nas. Jednak bohaterowie różnią się do przeciętnego człowieka diametralnie, są artystami - sztuka i wrażliwość twórcy żyje w nich i pozwala im na odbieranie otaczającego ich świata zupełnie odmiennie od przeciętnego człowieka. Jude i Noah są jeszcze bardzo młodzi, ale niosą na swoich plecach ogromny bagaż doświadczeń i źle podjętych decyzji, których konsekwencje muszą teraz ponieść. Kiedyś byli nierozłączni, teraz nie są w stanie znaleźć wspólnego języka. Każde z nich ma swój powód dlaczego oddala się od najważniejszej osoby swojego życia, zbiór kłamstw jakie każde z nich zebrało nie pozwala im przełamać muru milczenia jaki wokół siebie wybudowali. Autorka ukazuje nam, że bardzo często, zwykła rozmowa może zmienić nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni i rozwiązać wiele naszych problemów. Lepiej jest powiedzieć drugiej osobie prawdę i stawić czoło konsekwencją, niż brnąć w kłamstwa, które potrafią zniszczyć wszystko co budowaliśmy przez wiele lat.  

Muszę przyznać, że na początku miałam problem z rozdziałami pisanymi z perspektywy Noah. Niestety nie należy on do postaci, które darzę sympatią. Jest postacią ogromnie wrażliwą, pełną strachu, zamkniętą w swoim maleńkim świecie. Jego zachowanie było dla mnie wielokrotnie niezrozumiałe i ogromnie irytujące. Jednak z każdym rozdziałem zaczęłam zauważać jak Noah się zmienia, jak pomalutku dojrzewa i staje się zupełnie inną osobą, nie porzucając jednak siebie samego, w głębi serca nadal pozostaje artystą o niespodziewanie wielkiej wrażliwości. Z Jude utożsamiałam się już od samego początku i według mnie to ona jest filarem tej powieści. Jest to zagubiona dziewczyna, która małymi kroczkami próbuje odkryć kim tak naprawdę jest. Nie ma łatwego zadania i nie dziwię się, że robiła to co robiła, jej zachowanie było poparte ogromnym smutkiem i poczuciem odrzucenia. Nie potrafiła pogodzić się z zachowaniem matki, nie czuła, że jest dla niej ważna, nie była w stanie, tak jak Noah odnaleźć w niej drogi do własnego serca i tożsamości. Właśnie dlatego tak bardzo jej postać przypadła mi do gustu i uważam, że wiele młodych dziewcząt zobaczy siebie w postaci Jude. Jest to postać wielopłaszczyznowa, która mimo trudnego zadania stara się żyć najlepiej jak potrafi. Wie jakie błędy popełniła i stara się, małymi kroczkami, naprawić to, co kiedyś zniszczyła.

"Oddam ci słońce" to nie tylko książka o sile braterskich więzi. To opowieść o kłamstwie, rodzinie i roli matki w życiu jej dzieci. Bo właśnie postać matki jest tutaj ogromnie ważna. Wiele sytuacji jakie wydarzyły się w życiu rodzeństwa było spowodowane zachowaniem ich matki, która sama była zagubiona w swoim na pozór szczęśliwym życiu. Książka to prawdziwy kołowrotek emocji, ja czytając ją miałam na zmianę łzy w oczach i ogromny uśmiech na twarzy. Autorka gra na emocjach czytelnika, serwuje mu historię obok której nie da się przejść obojętnie. Ogromnie polecam i jestem pewna, że jeszcze nie raz sięgnę po historię Jude i Noah! 


Tytuł: "Oddam ci słońce" 
Autor: Jandy Nelson 
Ilość stron: 374
Wydawnictwo: Otwarte
Kategoria: literatura młodzieżowa 
Ocena 9/10 

Bardowie opiewają miłość i bohaterstwo wojowników, wychwalają królów i schlebiają królowym, ale gdybym ja był poetą, sławiłbym przyjaźń. - recenzja Zimowego Monarchy Bernard Cornwell

Bardowie opiewają miłość i bohaterstwo wojowników, wychwalają królów i schlebiają królowym, ale gdybym ja był poetą, sławiłbym przyjaźń. - recenzja Zimowego Monarchy Bernard Cornwell

Bardowie opiewają miłość i bohaterstwo wojowników, wychwalają królów i schlebiają królowym, ale gdybym ja był poetą, sławiłbym przyjaźń.



Do książek historycznych podchodzę z reguły bardzo sceptycznie. Mam wrażenie, że nie są to moje klimaty, zazwyczaj mam problem z wciągnięciem się w fabułę, a w trakcie lektury czuję znużenie. Postanowiłam jednak dać im jeszcze jedną szansę. Ogromnie się cieszę, że się na to zdecydowałam, "Zimowy monarcha" udowodnił, że czasem warto sięgać również po gatunki, które do nas nie przemawiają, dzięki temu możemy znaleźć prawdziwe perełki. 

"Zimowy monarcha" to pierwszy tom trylogii arturiańskiej, która opowiada historię o nieustraszonym i wspaniałym Arturze. Jego życie jest jednak owiane tajemnicą, a wydarzenia jakie towarzyszyły śmierci króla Uther'a są podstawą do snucia niesamowitych, pełnych emocji, przyjaźni, nienawiści oraz miłości historii. 

Muszę przyznać, że podchodziłam do tej pozycji dość sceptycznie. Jak wcześniej wspomniałam nie przepadam za książkami historycznymi i najczęściej nie trafiają one w mój gust czytelniczy. Jednak kiedy otrzymałam możliwość zrecenzowania tej pozycji pomyślałam, że jest to idealny moment, aby przełamać swoją niechęć do tego gatunku. Historie o królu Arturze i jego dzielnych rycerzach od zawsze mnie intrygowały dlatego liczyłam na to, że spędzę bardzo miło czas w trakcie lektury, cieszę się że się nie pomyliłam, a czas spędzony na czytaniu tej pozycji nie był czasem straconym. 

Od pierwszej strony jesteśmy wciągnięci do świata pełnego magii, pięknych dam dworu, mężnych rycerzy, walki o władzę i wpływy oraz prawdziwej miłości oraz przyjaźni. Autor z niesamowitą precyzją wykreował świat, który pochłania czytelnika już od pierwszych stron. Czytając miałam wrażenie jakbym sama uczestniczyła w wydarzeniach, jakby działy się one obok mnie.To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale już teraz mogę powiedzieć, że postacie, które tworzy, jak i ich otoczenie, przepełnione jest kunsztem i dbałością o każdy, nawet najmniejszy szczegół. 

Postacie pojawiające się na kartach powieści nie są jednowymiarowe, nic nie jest czarne albo białe. Z jednej strony mamy wyraźny podział na dobrych i złych, jednak z biegiem czasu ta granica przestaje być już taka wyraźna, ulega zatarciu. Postacie, które na początku wydawały nam się ucieleśnieniem dobra, podejmują decyzje, które każą nam się zastanowić nad tym, czy dobrze ich ocenialiśmy. Bohaterowie są bardzo ludzcy, przeżywają podobne troski i problemy jak my sami. Czytając powieść Cornwell'a miałam jednak wrażenie, że niektóre cechy, jakie reprezentują postacie są wyolbrzymione, czasem do tego stopnia, że dana postać traciła na autentyczności w oczach czytelnika. 

Ogromnym plusem powieści jest narracja. Wydarzenia poznajemy stopniowo, tak jak powstaje spis historii z życia Artura nad którym pracuje Derfel - postać, która oprowadza nas po świecie wykreowanym przez autora. Książka jest wielowątkowa dlatego zdarza się, że niektóre z nich nie są rozwinięte tak jak byśmy tego oczekiwali. Z wielką przyjemnością przeczytałabym powieść bogatszą o kilkaset stron, gdyby rozwinęła wszystkie rozpoczęte wątki z należytą dokładnością. Tego mi w kilku przypadkach brakowało, ale jest to dopiero pierwszy tom, więc może na odpowiedzi na nurtujące mnie pytania muszę poczekać ? 

Książka ma niesamowity klimat, którym czytelnik nasiąka niczym gąbka. Bardzo trudno oderwać się od historii Artura i jego przyjaciół. Autor potrafi bawić się słowem, zaskakiwać, dzięki czemu czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Mimo tego, że nie jestem fanką książek historycznych już nie mogę się doczekać kolejnych tomów.

Tytuł: "Zimowy monarcha"
Autor: Bernard Cornwell 
Ilość stron: 608
Wydawnictwo: Otwarte 
Kategoria: powieść historyczna 
Ocena: 8/10 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte :)


Co to, kurde, jest fandom? - nietypowa recenzja Fangirl Rainbow Rowell

Co to, kurde, jest fandom? - nietypowa recenzja Fangirl Rainbow Rowell

Co to, kurde, jest fandom?




No właśnie. Czy tak naprawdę zastanawialiśmy się kiedyś jak poprawnie opisać fandom ? W końcu jestem przekonana że wiele osób które czytają mojego bloga działają w chociaż jednym fandomie, ale gdyby ktoś zadawał wam takie pytanie potrafilibyście na nie odpowiedzieć ?  
Jesteście gotowi zabrać plecaki i wyruszyć ze mną w podróż w poszukiwaniu odpowiedzi czym tak naprawdę jest fandom ? Wsiadajcie na swoje smoki, jednorożce, do swoich samochodów, na miotły i wyruszcie ze mną w poszukiwaniu odpowiedzi !


Osobami które mogą odpowiedzieć nam na to pytanie jest Cath i Wren, ale nie chciałabym im teraz przeszkadzać. Uwierzcie mi mają dużo swoich własnych problemów zarówno miłosnych jak i rodzinnych. Ach, nie wspomniałam że dziewczyny są bliźniaczkami, a przez pewien czas się do siebie nie odzywały. Spokojnie jeszcze do nich wrócimy i powiedzą wam pewien sekret, ale teraz dajmy im trochę prywatności w końcu są z nimi jeszcze Levi i Regan. Chodźmy więc dalej.


Znalazłam jedną księgę pradawnej wiedzy w naszej szkolnej bibliotece, w dziale ksiąg zakazanych. Nazwa księgi jest ściśle tajna i gdyby ktoś się dowiedział że tu szperamy moglibyśmy wylecieć ze szkoły ! Ale ufam wam że potraficie dochować sekretu, księga ta nazywa się Wikipedią, według niej fandom to określenie społeczności fanów, zwykle używane w odniesieniu do fanów fantastyki, ale nie tylko - używany jest także m.in. przez fanów mangi i anime orazRPG oraz nierzadko przez fanów piosenkarzy i aktorów, a także np. kreskówek (np. bronies). Jako fandom określa się zwykle ludzi aktywnie uczestniczących w klubachfanowskich, konwentach fantastyki lub w internetowych zdarzeniach, dyskusjach. Mądre księgi mają pewnie wiele prawdy, jednak nadal nie jestem przekonana. W końcu fandomy są wszędzie, otaczają nas więc nie możemy ograniczać się tylko do fantastyki czy mangi lub anime.
Idźmy więc dalej. Naszykujcie swoją broń moim mili gdyż właśnie będziemy przemierzać prawdziwy labirynt. Uwierzcie mi nie jest tu bezpiecznie, zwłaszcza nocą. W końcu teraz kiedy choroba zaatakowała świat nigdzie nie jest bezpiecznie. Sama czasem się boję, ale chcę odkryć tajemnicę fandomu. Widzicie ? Tam na skalnej płycie mamy kartkę: „Fandom to psychofanclub z dopiętą jakąś ideologią, śmieszną nazwą, wstążeczkami, często też nienawiścią do jakichś innych konkretnych wykonawców. Na szczęście nie ma to to za dużo do powiedzenia.”. Nie, to chyba jakieś żarty. Czy ludzie naprawdę tak nas postrzegają ? Przecież nigdy nie darzyłam nienawiścią innych fandomów ! Oczywiście wszędzie zdarzają się wyjątki, ale naprawdę boli mnie taka opinia, moi towarzysze chyba powinniśmy stąd iść. To nie jest nasza odpowiedź.



Mam nadzieję że nie boicie się wampirów ? Te tutaj są zazwyczaj niegroźne, ostatecznie mogę zadzwonić do znajomych łowców. Mam jednak nadzieję że mają wystarczająco burbonu i bracia nie będą musieli interweniować. Kiedyś zakopałam tutaj kartkę na której zapisałam słowa mojej koleżanki. Chwileczkę, zaraz ją znajdę. O, jest ! „Fandom to zabawa. To fani którzy mają obsesję na punkcie czegoś lub kogoś. No błagam jakby się tak zastanowić to każdy mógłby znaleźć dla siebie jakiś fandom!”. W sumie racja, każdy jest czyimś fanem, ale jednak to nie to samo co być w fandomie. To nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Wybaczcie, ale musimy iść dalej czuję że już niedługo znajdziemy odpowiedź !



Ruiny jednego z dystryktów zawsze wprawiają mnie w zadumę, czuję się tak samo również gdy patrzę na siedziby dawnych frakcji. Robię się sentymentalna przez tę naszą podróż. Ale jestem pewna że jesteśmy coraz bliżej rozwiązania zagadki. Widzicie to ogłoszenie ? Spójrzcie: „Bycie w fandomie jest niesamowite. To tak jakbyś spotkała wiele swoich kopii, osób które myślą podobnie, które cię rozumieją. To tak że widzisz w realnym życiu wiele nawiązań do fandomu mimo że ich nie ma, a inni to rozumieją. W fandomach właśnie to jest niesamowite. Czujesz się akceptowany, jest się jak rodzina mimo że nigdy nie poznamy choćby połowy z tych osób.” Och, tak bycie w fandomie jest niesamowite, ale nadal nie dostaliśmy dokładnej odpowiedzi czym on jest. Ech. Wracamy chyba do Wren i Cath, może one pomogą nam uporać się z zebranymi informacjami. Siadajcie na swoje pegazy, właśnie przyleciały z obozu, zabiorą nas na miejsce.





Dziewczyny nadal tu są.

Co to, kurde, jest fandom?
– Nie zrozumiesz tego – westchnęła Cath, żałując, że użyła tego słowa, i mając świadomość, że jeśli zacznie się tłumaczyć, tylko pogorszy sprawę. Reagan nie uwierzy ani nie zrozumie, że Cath nie jest taką sobie zwykłą fanką Simona. Była jedną z tych prawdziwych. Była fanką, która ma własnych fanów.




Może jest w tym trochę prawdy ? Tak ciężko wytłumaczyć jest jednoznacznie czym jest fandom. Dla mnie jest to grupa ludzi która dzieli się swoją miłością do książki, serii, serialu czy czegokolwiek innego. W fandomie nikt się nawzajem nie ocenia, jest się jednością. Ludzie mogą myśleć że to trochę pokręcone, ale zawsze znajdzie się ktoś z kim możesz podzielić się że należysz do fandomu. Nie warto się z tym ukrywać w końcu bycie fanem to sama przyjemność i zaszczyt.



Dziękuję wam że towarzyszyliście mi w podróży w poszukiwaniu odpowiedzi. Wydaje mi się że każdy sam musi sobie odpowiedzieć czym jest dla niego samego fandom. A, zapomniałabym o niespodziance o Cath, ona w końcu jest prawdziwą Fangirl... Wybaczcie ale właśnie mnie poprosiła żebym wam nic nie mówiła, sama chce wam wszystko opowiedzieć. Chce opowiedzieć o sobie ludziom z każdego fandomu, ale nie tylko. Będzie na was czekać w nowej powieści Rainbow Rowell „Fangirl”.





Zdecydowanie powinniście po nią sięgnąć, poleca renomowana fangirl Iza, która należy do fandomów: Potterhead, Supernatural family, TVD family, Maze Runner, Demigoods, Divergent, Tributes i Lovatic. Jak widzicie wiem co mówię w końcu jestem pełnoetatową fangirl ! 



Niezależnie od koloru krwi, zawsze upadamy. - recenzja Czerwonej Królowej Victorii Aveyard

Niezależnie od koloru krwi, zawsze upadamy. - recenzja Czerwonej Królowej Victorii Aveyard

Taka jest nasza natura - powiedział Julian. - Niszczymy. To cecha charakterystyczna ludzkiego rodzaju. Niezależnie od koloru krwi, zawsze upadamy.


Chyba już dawno okładka książki nie spodobała mi się w takim stopniu jak „Czerwonej Królowej”. Patrząc na nią miałam wielką nadzieję że wewnątrz znajdę coś co przykuje moją uwagę. Czytając
opis jeszcze bardziej chciałam sięgnąć po tą pozycję i już nie mogłam się doczekać jakie będą moje wrażenia. Postawiłam jej naprawdę bardzo wysoką poprzeczkę i na szczęście przeskoczyła ją z nawiązką.


„Czerwona Królowa” Victorii Aveyard opowiada historię młodej czerwonej imieniem Mare, która wiedzie biedne życie u boku swoich rodziców. Kiedy skończy 18 lat będzie zmuszona zaciągnąć się do wojska tak jak jej trzej bracia. Takie są wymogi srebrnych, którzy rządzą całym krajem, każdy kto nie posiada zawodu a ukończy pełnoletność idzie na wojnę. Dziewczyna stara się pogodzić ze swoim losem, jednak niespodziewane wydarzenia zmienią jej życie na zawsze. Czy będzie gotowa stawić czoło wyzwaniom jakie zostaną jej postawione ? Czy będzie w stanie posłuchać głosu rozumu zamiast serca ? I czy w ostatecznej bitwie dokona właściwych wyborów ?


Poprzeczka jaką postawiłam tej pozycji była bardzo wysoka. Bałam się że nie będzie w stanie jej przeskoczyć i po jej przeczytaniu będę czuła jedynie zawód. Jak strasznie się myliłam ! Świat wykreowany przez autorkę wciągnął mnie tak mocno że nie mogłam się oderwać od lektury, a z drugiej strony nie chciałam jej kończyć bo wiedziałam że do wydania w Polsce kolejnego tomu będę musiała trochę poczekać. Główna bohaterka jest pewna siebie, mimo to jest zwyczajną osobą i nawet ona popełnia błędy, które mają wpływ na późniejsze losy bohaterów. Do końca nie wiemy kto jest dobry, a kto zły. Intryga goni intrygę, a my im bardziej zagłębiamy się w historię mamy poczucie że bierzemy udział w akcji. Każda z postaci jakie przewijają się na kartach powieści ma swoje znaczenie, jest przemyślana i dopracowana. Muszę przyznać że do tej pory nie mogę się pozbierać po tym co autorka zrobiła z jedną postacią. W życiu nie spodziewałabym się że jej losy się tak potoczą, że to ona okaże się największym zaskoczeniem.


Wątek miłosny przedstawiony w powieści nie jest nachalny, nie wybija się na pierwszy plan. Jest subtelny, każdy z czytelników znajdzie coś dla siebie, zwłaszcza czytelniczki będą miały ciężki orzech do zgryzienia komu oddać swoje serce. Moje jest rozdarte nadal pomiędzy Mavena i Cala. Mimo końcowych wydarzeń nie jestem w stanie do końca zdecydować którego z nich darzę większą sympatią. Świat czerwonych i srebrnych jest bardzo złożony. Nic nie jest tam proste i jednoznaczne. W pewnym momencie miała poczucie że ta historia, główna bohaterka są podobne do „Szklanego tronu” jednak jeśli mam być szczera to właśnie „Czerwona królowa” zawładnęła całkowicie moim sercem.



Podsumowując czuję lekki zawód że o tej książce nie jest tak głośno jak bym chciała. Zasługuje ona w moim mniemaniu na owacje na stojąco i oczekiwanie w niepewności na kolejne tomy. Polecam ją każdemu komu podobał się „Szklany tron”, kto szuka normalnej bohaterki, wspaniałego świata, wielu zwrotów akcji z wielkimi mocami rodem z X-Men, okraszonych nutką miłości.


Tytuł: "Czerwona Królowa"
Autor: Victoria Aveyard 
Ilość stron: 478
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte 
Kategoria: fantastyka, fantasy
Ocena: 10/10

Copyright © 2014 Poczytajmy coś ! , Blogger